TLK-owski czar prysł!

Kolejny raz miałem okazję przejechać się jakże niewiarygodnym pociągiem relacji Kraków Główny – Świnoujście, który do tej pory funkcjonował zawsze jako TLK. Wiedząc, że TLK oznacza własne miejsce siedzące za stosunkowo małą opłatą w wielkości pięciu złotych, i zdając sobie sprawę z tego, że w okresie przedświątecznym rezerwacje będą znikały jak świeże bułeczki, wykupiłem swój bilet, oczywiście ze swoją rezerwacją niedługo po tym, jak ukazał się nowy rozkład jazdy, czyli 6 grudnia. Przez Internet. I tutaj duży plus dla PKP – system internetowej sprzedaży biletów działa naprawdę porządnie i bezproblemowo.
Mając już swój bilet, byłem szczęśliwy, a co najmniej zadowolony, że na jakże tłoczny i ruchliwy okres świąteczny będę mógł wrócić do domu w stosunkowo ludzkich warunkach. Wielkie było moje zdziwienie, gdy po wejściu na internetowy rozkład jazdy zamiast swojego jakże wyczekiwanego TLK zobaczyłem, że został on przemianowany na poociąg pospieszny bez rezerwacji miejsc.
W tymże momencie cała moja nadzieja na w miarę miłą podróż rozpłynęła się. Wiedziałem, co oznacza pospieszny w tym okresie, nawet jeśli w nocy. Co najgorsze, moje myśli okazały się rzeczywistością.
Poinformowawszy mojego współlokatora o podstępie poczynionym przez PKP byłem zdziwiony jego nadzwyczaj spokojną reakcją. Zdziwił mnie też fakt, że zdecydował się on na zabranie swojego komputera stacjonarnego i rybek dla swojego ojca ze sobą. Z tego co wiem, część zdążyła już zdechnąć.
Wszystko stało się jasne w momencie wstąpienia na peron trzeci dworca Wrocław Główny. Pociąg figurował na rozkładzie jako zwykły pociąg pospieszny. Zobaczyliśmy też hordy ludzi, którzy tak samo jak my liczyli na dojechanie do celu swojej podróży.
Wiadomo, wszyscy się zmieścili. Najgorsze jest tylko to, że rezerwacja stała się niewiele warta. Wagon, w którym miałem mieć miejsce, czyli trzydziesty ósmy, był tak zatkany, że nie dało się do niego w ogóle wejść, a nie miałem ochoty przeciskać się przez i tak już podeptany i wkurzony lud z komputerem stacjonarnym. Wsiadłem więc do pierwszego lepszego wagonu i tam jechałem. Siedząc na korytarzowym siedzonku. Ważne jednak, że dojechałem.
Zadziwia mnie jednak chciwość PKP. Powód zmiany typu pociągu z TLK’owskiego na pospieszny stała mi się jasna po około godzinie podróży. TLK, wiadomo, ma z góry określoną ilość miejsc, i wydanie bilet na taki pociąg jest niewykonalne (albo co najmniej utrudnione), jeśli wszystkie miejsca zostały w nim już zajęte. PKP jednak, licząc pewnie na duży popyt na przejazd w tym terminie, zmieniło typ pociągu na pospieszny, mając wszystkich posiadających rezerwacje w dupie i wciskając ludziom kupującym bilety na pospieszny zwykły kit, że będzie on w stanie wsiadalności.
Co ciekawe, informacja o tej – jakże niespodziewanej zmianie – nie doszła chyba jednak do wszystkich oddziałów PKP. Pisząc to siedzę w Krzyżu i czekam na szynobus – gdzie pociąg, którym jechałem, na tablicy figuruje jako TLK. Burdel w strukturach tej firmy jest wszechobecny. Wiem, że nie powinno mnie to dziwić, bo nie pierwszy raz się tak ładnie i zgrabnie przejechałem. Jednak jakoś cały czas mam nadzieję, że coś się ruszy. Zwłaszcza w perspektywie zbliżającego się Euro 2012. I tak nie wierzę, że ono się w ogóle w naszym pieknym kraju odbędzie, ale nawet mając świadomość, że takie wielkie wydarzenie (powiedzmy, że) się zbliża, monopolista polskiej infrastruktury kolejowej powinien mimo wszystko zacząć coś robić. A niestety pod „coś” nie podchodzi przekazanie międzywojewódzkich pospiesznych pod skrzydła spółki Intercity, bo jak sami wszyscy widzą, niczego to nie zmienia.
Wracając jeszcze do Euro 2012. Jestem całkiem pewny, że przyjeżdżający tutaj na mecze nie będą mieli okazji posmakować prawdziwej polskiej kolei. A dlaczego? Ano dlatego, że – jakby nie patrzeć – między większymi polskimi miastami kursują pociągi EX i IC. Właśnie na te zapewne większość tych ludzi będzie kupowało bilety, bo – mimo że ich ceny wydają mi się wysokie – oni wszyscy będą je przecież dzielili przez (co najmniej) 3. Inną kwestią pozostaje jeszcze częstotliwość kursowania tych pociągów. Mimo wszystko, trudno będzie upchnąć kibiców z całego stadionu (a nawet połowy tych kibiców) do jednego IC bądź EX’a, łaskawie uruchomionego przez PKP. Więc jednak wychodziłoby na to, że zagraniczni zobaczą, czym jest w Polsce kolej. Hura!
Szczerze mówiąc, już wyobrażam sobie te nagłówki…”Euro 2012 unleashes the appalling state of Polish State Railways”. A wtedy ja będę się śmiał.
Jest już prawie piąta. W budynku dworca w tą i tamtą stronę spokojnie łazi sobie kotek. Patrzy się na podróżnych PKP dziwnym spojrzeniem. Nawet on wie, że usługi tej firmy nie są warte funta kłaków.

Informacje o Daniel

freezingly cold soul
Ten wpis został opublikowany w kategorii życie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „TLK-owski czar prysł!

  1. Doris pisze:

    Danielu, nie tylko Ty kochasz nasze PKP :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s