historia pewnego marynarza

na dzisiejszy wpis zbierałem się długo. w sumie i tak nie mam zamiaru pisać o niczym takim konkretnym (ostatnio moje życie nie jest warte opisywania, dlatego tutaj tak pustawo, a jakoś pomysłów na nowe poradniki też mi brak), jest jednak jedna rzecz, o której nie mogę zapomnieć. więc read on.

w ostatni piątek, czyli 27 lutego 2009, w godzinach – jak dla mnie – raczej porannych (chociaż wtedy byłem już po obchodzie paru wrocławskich sklepów…o tym niżej), czyli przed dwunastą, dostałem mail o bardzo niewiarygodnie intrygującej treści. była ona następująca :

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 11:36
wiatm mam maly problem ktory jest opisany w instrukcji do bt3
Przy pierwszym uruchomieniu skrypt zapewne wywali się, mówiąc, że w systemie nie znaleziono wymaganego programu iw i zwróci link do tego programu. Ściągamy, rozpakowywujemy, kompilujemy i instalujemy - standardowo. Gdy iw będzie już obecne w systemie, airmon-ng powinien zadziałać bezproblemowo, zwracając nam coś w tym stylu .wlasnie sciagnolem rozpakowalem i nie wiem jak zainstalowac

nie ukrywam, że wiadomością tą byłem co najmniej zaskoczony. pomyślałem sobie jednak „a, co mi tam”. i odpowiedziałem. ful profeszjonal i w ogóle elegancko. taki mam zwyczaj odpowiadania na maile, jak komuś się to nie podoba, to przecież nie musi pisać.

from los.danielos@gmail.com
to Cymer
date 27 February 2009 11:40
subject Re:
mailed-by gmail.com
Witam!
iw instalujemy standardowo - tj. make, make install. configure jest w
tym przypadku niepotrzebne. Przypominam o wymaganych bibliotekach
libnl i ich wersjach deweloperskich.
Pozdrawiam,
D.K.

odpowiedziawszy w ten sposób, pomyślałem że dostanę jeszcze jednego maila z jakimiś pytaniami odnośnie wspomnianego libnl. okazało się jednak, że niektóre rzeczy trudno przekazać używając do tego tylko jednej wiadomości. trzeba napisać więcej. bo tak. zwracam uwagę na czas otrzymania poniższych wiadomości.

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 11:45
subject Re: Re:
tak szczerze ucze sie lamac sieci ale nigdy tego nie robilem mam filmik i probuje znim wyskoczyl mi ten blad sciagnolem to co trzeba i jak mozesz wytlumacz jak chlopowi co ztym zrobic bo nie znam sie tym bardziej na linuxie

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 11:47
subject Re: Re:
dla mnie dla osoby nie uzywajacej nigdy tego nie ma setup.exe wiec nie wiem jak to zainstalowac gdzie to wgrac itp

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 11:57
subject Re: Re:
Prosił bym bardzo o pomoc jak co moje gg 220xxxx przyspieszy kontakt zgory dziekuje

(gie gie wyiksowane ze względu na dobro mailującego) nie ma setup.exe jest chyba jednym z lepszych wyrażeń, jakie było mi dane słyszeć w tym roku. nie mogąc patrzeć na cierpienie i w pewnym sensie zawód tego biednego człowieka zlitowałem się po raz drugi. w takim samym stylu.

from los.danielos@gmail.com
to Cymer
date 27 February 2009 11:58
subject Re: Re:
mailed-by gmail.com
Witam!
Przykro mi, ale łamanie sieci jest zagadnieniem wymagającym pewnego
stopnia zaawansowania i obycia w systemie GNU/Linux. Jeśli jest Pan
jeszcze na poziomie "nie ma setup.exe", to definitywnie nie jest to
jeszcze zagadnienie, które będzie Pan w stanie opanować. Proszę
poduczyć się obsługi Linuksa od strony konsoli - w Internecie jest
mnóstwo artykułów na ten temat, polecam oczywiście uniwersalne we
wszystkim Google.
Lubię pomagać ludziom, ale nie zamierzam nikogo prowadzić za rękę.
Pozdrawiam,
D.K.

i, wbrew pozorom, czekałem na odpowiedź. otrzymałem ją, oczywiście, lecz nie pojedynczą, lecz rozrzuconą po sześciu wiadomościach.

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 12:02
subject Re: Re:
wystarczy tylko mi jak zainstalowac i obiecuje wiecej glowy nie zawruce.oprucz lamania sieci nic wiecej nie bede potrzebowac zwiazane z linuksem.jestem marynarzem kupilem karte sieciowa oraz antene panelowa.wportach sa sieci niezabezpieczone a czasmi nie ma wiec ucze sie wprzyspieszeniu maksymalnym jak znalesc klucz.byl bym wdzieczny jak by Pan pomogl zainstalowac dl.aircrack-ng.org/iw.tar.bz2

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 12:31
subject Re: Re:
prosze o pomoc

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 13:48
subject Re: Re:
troszke sie douczylem i wiem ze musze pierw je rozpakowac poleceniem
tar xjf plik_archiwum.tar.bz2 i pokazuje mi sie ze nie moze otworzyc not directory itdwiem ze jak sie rozpakuje to sie kompiluje a potem.wiec moze teraz pomozesz mi?

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 14:59
subject Re: Re:
ok rozpakowalem teraz kompilacja

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 15:53
subject Re: Re:
wiec udalo mi sie prawie ale mam blad ten sam co tu http://peb.pl/linux/436640-problem-backtrack3.html prosze o pomoc co zle jest

from Cymer
to los.danielos@gmail.com
date 27 February 2009 16:47
subject Re: Re:
nie chcesz pomoc czy poprostu nie ma cie na kompie?

wszystko to definitywnie sprowadza do przemyśleń. co zaskakuje – ukrywana umiejętność korzystania z google (bądź podobnej wyszukiwarki) – wskazuje na to znalezienie podobnego problemu do swojego (link do peb. tak w ogóle, to nie znoszę tego forum). nie ukrywam, że panem tym stałem się niewiarygodnie zmęczony i postanowiłem zostawić go w spokoju – ale tylko do dzisiaj, gdy to razem z współlokatorem zrywaliśmy boki z tejże konwersacji. poczułem się zobligowany do poinformowania „Cymera” o podjętej przeze mnie decyzji, której efekty, drogi czytelniku, właśnie czytasz. (: (tak btw, przekonał mnie do tego Bartłomiej, który mnie tego pamiętnego piątku odwiedził. sorry, że nie będziemy chodzili razem na obiady, bejbe, ale naprawdę muszę popracować nad swoimi umiejętnościami kulinarnymi)

from los.danielos@gmail.com
to Cymer
date 2 March 2009 00:49
subject Re: Re:
mailed-by gmail.com
Drogi Panie!
Nie jestem w żaden sposób zobowiązany do pomocy komukolwiek, kto
napisze do mnie z prośbą pomocy, a szczególnie nie komuś, kto podaje
się za marynarza (więc osobę co najmniej pełnoletnią, a tym bardziej
odpowiedzialną), a definitywnie nim nie jest, co jest wyraźnie
widoczne po stylu wypowiedzi i całkowitej nieznajomości netykiety. Nie
wspominając już o umiejętnościach związanych z komputerami - ktoś, kto
spędza godzinę ucząc się jednej komendy na pewno nie jest wart mojej
uwagi.
Dziękuję jednak za zapewnienie mi i mojemu współlokatorowi
niewiarygodnej dawki rozrywki, którą definitywnie zapewniły Pana
maile. Śmialiśmy się pół godziny.
Z wielką przyjemnością informuję też, że cała nasza wymiana mailowa
zostanie upubliczniona w ramach właśnie rozrywkowych na moim osobistym
blogu.
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłej nocy,
D.K.

tak – przynajmniej póki co – kończy się historia marynarza zagubionego w świecie wolnego oprogramowania, linuksa i łamania wepów. jednak na pewno się ona rozwinie – gwarantuję to! (: – albo przynajmniej mam nadzieję.

teraz oczywiście chwila na refleksje (bądź refleksję, nie wiem jak mi to wyjdzie, dawno nie rozmyślałem o życiu, śmierci i dziwnych ludziach, którzy do mnie piszą. swoją drogą, dziwne, że nie wyłapał go spamfilter).

pierwsza myśl nasuwająca się oczywiście po otrzymaniu tego wszystkiego jest oczywista – skąd ten gość miał mój adres? mimo wszystko nie jest to rzecz, jaką z reguły podaję jako formę kontaktu z sobą, a nawet wręcz przeciwnie – częściej uciekam się do rzeczy typu ICQ, AIM, YIM, Jabber, czy jakże cudowne GG. do głowy przychodzi jednak – mało chyba raczej znany – napisany przeze mnie art umieszczony na http://aircrack-pl.50webs.com odnośnie injekcji w ubuntu 8.04 na karcie intel 4965agn. nie jest on jednak w jakikolwiek sposób związany z backtrackiem (swoją drogą, NIE ZNOSZĘ tej dystrybucji, ale nie ze względu na jakiekolwiek w niej braki bądź niedopracowania – pod tym względem jest idealna. sam nie byłbym w stanie nawet wymienić połowy…ba, połowy…programów w niej zawartych, nie mówiąc już o umiejętności ich używania – tylko pod względem, że z reguły właśnie na nią rzucają się wszystkie te sępy widzące linuxa jako proste narzędzie do łamania sieci sąsiadom, wchodzenia, patrzenia co mają na komputerach, itepe – rzeczywistość, jak się okazuje, jest zupełnie inna. i ewentualne modyfikacje co do sterowników czy instalowania czegokolwiek ze źródła w backtracku są – często ze względu na kompletną niewiedzę użytkowników – o wiele trudniejsze niż na „normalnej” dystrybucji linuxa – chociażby ubuntu).

wróćmy jednak na chwilkę do tych sępów. nie znoszę takich ludzi. wychowani na windowsie (setup.exe…) myślą, że wszystkie systemy są do niego podobne i mają podobną formę – tj. wszechobecne GUI i „co chcesz teraz zrobić?”, czyli nastawienie, że użytkownik jest kompletnym idiotą i nie ma pojęcia odnośnie tego, co robi. linuxa widzą jako wizarda, który krok po kroku łamie sieć, z minimalnym wysiłkiem – a co dopiero wiedzą – ze strony użytkownika. najgorsze jest to, że tacy ludzie to nie tylko pojedyncze jednostki. gdy już ze współlokatorem wyśmialiśmy tego pseudo-marynarza, wspomniał on jednego swojego kolegę – pierwszą rzeczą, jakiej chciał się nauczyć na linuksie, było właśnie łamanie sieci. ludzie, żal, żal niewiarygodny!

kwestia marynarza też nie jest oczywiście bez znaczenia. fakt, nie uwierzyłem. jedna sprawa, że marynarze z reguły mają więcej niż 20-25 lat, a poza tym, to nie są ludzie którzy nie potrafią zrozumieć, że wymaga się od nich pewnej kultury wypowiedzi (chyba że już jej nie potrafią zachować…ale wtedy to jest po prostu smutne). chyba że się mylę, jednak nie chciałbym, bo z pewnego powodu zawsze miałem do tej marynarskiej grupy społecznej pewien respekt. nie chodzi już o to, że ja wymagam od byle kogo pisania do mnie niewiarygodnie formalnie i oficjalnie – ale wymagam zachowania tego, jeśli sam to narzucam. ale nie w codziennym życiu – ja naprawdę nie jestem jednym z takich ludzi…

ach, koniec. jeszcze, gwoli wyjaśnienia, tj. czemu wstałem w piątek (wolny co tydzień – ha!) przed dwunastą – premierę miała nowa płyta Morrisseya, czyli Years of Refusal. pomijając fakt, że jej zawartość znałem już od 3 stycznia (wtedy to pojawiła się w Internecie…), wyruszyłem zaraz po wstaniu – czyli o dziesiątej – na poszukiwania tejże płyty we Wrocławiu. oczywistym pierwszym wyborem był Pasaż Grunwaldzki…odwiedzam tamtejszy Empik – nie ma. Saturn – podobnie…w Empiku dowiedziałem się, że mają ją w Empiku na rynku, wyruszyłem więc tam (pomimo tego, że nie byłem normalnie ubrany, ale pomińmy to), i dowiedziałem się, że jest ona dostępna w edycji polskiej (tj. praktycznie sama płyta – dwa razy cieńszy plastik, trzy razy cieńszy papier, brak książeczki, i wszędzie piękne napisy EDYCJA POLSKA) w cenie (bodajże) 35zł i wersji deluxe (digipak, dodatkowe dvd) za 85zł. planowałem kupić edycję normalną, której cena zapewne oscylowałaby wokół 60zł. dowiedziałem się jednak, że takowej na stanie nie ma. postanowiłem wykosztować się więc na deluxe. sklep opuściłem jednak z bardzo dużym niesmakiem. byłem szczerze zawiedziony brakiem możliwości wyboru między biedą i czymś ekstra – chciałem po prostu coś normalnego. a tu bęc. no trudno. na pewno było warto. pieniądze wydane na Morrisseya nigdy nie są pieniędzmi straconymi. nawet gdybym miał trzy dni nie jeść. a umiem. może nawet cztery, gdybym się postarał. ale sprawdzenie tego odłóżmy na sytuację bardziej drastyczną. oby tylko do niej nigdy nie doszło.

so you ran with your pals in the sun
you turned around
you were alone

(morrissey – [southpaw grammar #08] southpaw)

ach, ta zwrotka mnie za każdym razem rozkłada. jak tu mozza nie uwielbiać.

Informacje o Daniel

freezingly cold soul
Ten wpis został opublikowany w kategorii komputer, życie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s